Dlaczego ten film zniknął? Witamy w erze dziur pamięci w streamingu

Francuski reżyser, krytyk filmowy i zagorzały kinoman Francois Truffaut zaproponował kiedyś pewien eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że istnieje tylko jeden egzemplarz książki, który znajduje się w jednej bibliotece i można go przeczytać tylko w niej. W ten właśnie sposób miłośnicy kina byli zmuszeni do sprawdzania obiektów swojego pożądania, zanim kina repertuarowe, kasety wideo i platformy streamingowe przyniosły nieuchwytną historię kina, tak długo poza zasięgiem, w nasze ręce.

Przypomnienie o tym, jak niedostępne może być dziedzictwo filmowe – i jak bardzo jest zależne od kaprysów korporacyjnego potentata – nadeszło 2 sierpnia, gdy dwie powiązane ze sobą wiadomości uderzyły z siłą młotka między oczy: ()Batgirl(), najnowszy wpis w rurociągu DC Universeline, który jest zależny od kaprysów korporacji. 2 sierpnia, kiedy dwie powiązane ze sobą wiadomości uderzyły w strony internetowe poświęcone rozrywce z siłą młotka między oczy: Batgirl, najnowsze wejście w rurociąg DC Universe, film, który był w zasadzie w puszce (aby użyć przestarzałego analogowego terminu), nie miał otrzymać komercyjnego wydania – ani kinowego, ani strumieniowego, ani prosto na wideo – a zamiast tego został stanowczo odłożony na półkę (ditto) przez jego ubezpieczycieli w Warner Bros. Discovery. Decyzja, aby uwięzić Batgirl – nie wspominając Scoob! Holiday Haunt, bo nikt tego nie robi – była biznesowa, nie osobista. Biorąc przykład z intryganta Maxa Bialystocka w filmie Mela Brooksa The Producers (1967), prezes Warner Discovery David Zaslav obliczył, że produkcja warta 90 milionów dolarów będzie bardziej opłacalna jako odpis podatkowy niż źródło dochodów. Zamiast ryzykować, że Batgirl stanie się hitem w noc otwarcia, jak Wiosna Hitlera , postanowił wcisnąć klawisz delete.

Sygnał Batgirl zbiegł się z planami Warner Bros. Discovery dotyczącymi połączenia serwisów streamingowych Discovery+ i HBO Max. W tym momencie abonenci zauważyli kolejne wymazywanie: niektóre tytuły z katalogu wstecznego HBO Max znikały w tajemniczy sposób z platformy. Jeśli The Witches i American Pickle trafiły do czarnej dziury, to czy wybrane tytuły z katalogu HBO i TCM mogły być następne? Nagle, pokolenie wychowane na natychmiastowym dostępie i nieograniczonych opcjach dowiedziało się, że korporacje, które są właścicielami filmów – przepraszam, „treści” – mogą pozbywać się ich według własnego uznania. Dosłownie.

Co może nie jest złe. Bezproblemowy dostęp do kanonu światowego kina jest zjawiskiem bardzo niedawnym. Dla pokoleń od X do Z świadomość, że niekończący się strumień tytułów filmowych można odciąć u źródła, może być przydatną lekcją życia.

Backstory – także doświadczenie filmowców w pewnym wieku – jest pouczające. Przez większość pierwszego stulecia kina, widzowie wychodzili do kina w świecie materialnym i oglądali to, co wystawca wyświetlał na ekranie. Telewizja przyniosła ekran bliżej domu, ale nadal polegali na decyzjach nadawcy dotyczących harmonogramu. Następnie, począwszy od lat osiemdziesiątych, kasety z kasetami wideo oddały twardą kopię filmu w ręce konsumenta, który mógł teraz nacisnąć „play” z domu. Wreszcie, na początku dwudziestego pierwszego wieku, nastąpiła kulminacja tej relacji, gdy cyfrowy streaming w wysokiej rozdzielczości otworzył wirtualną bibliotekę, w obu znaczeniach. Jeśli masz mniej niż 30 lat, prawdopodobnie nigdy nie znałeś środowiska rozrywkowego, w którym nie miałbyś możliwości przywoływania z chmur niemal każdego obrazu, jakiego zapragnąłeś.

Być może tylko filmowcy wychowani w alternatywnym kinowym wszechświecie potrafią docenić ten cudowny skok do przodu. W czasach, gdy Hollywood oferowało ustalone menu sezonowych propozycji, trzeba było albo wziąć, albo odejść. Archiwa filmowe jako takie nie istniały i żaden cywil nie mógł wejść do skarbców wielkich studiów. Ten nierówny układ zaczął się zmieniać w 1935 roku wraz z powstaniem Filmoteki w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. „Większość wszystkich filmów, zarówno zagranicznych, jak i krajowych, nowych i starych, które mają znaczenie historyczne lub estetyczne, jest nie tylko niewidoczna w istniejących okolicznościach, ale znajduje się w poważnym niebezpieczeństwie trwałej utraty lub zniszczenia” – oświadczyli Jack Abbott i Iris Barry, wizjonerzy założyciele biblioteki. Podobnie jak Truffaut, dokonali oni trafnego porównania: „Sytuacja jest bardzo podobna do tej, w której żadne powieści nie byłyby dostępne dla publiczności, z wyjątkiem produkcji z bieżącego roku” Nie można było sprawdzić filmów z biblioteki, ale zakres możliwości rozszerzył się wykładniczo, aż do braci Lumière i Georgesa Mélièsa.

Biorąc pod uwagę lekkomyślny sposób, w jaki studia filmowe dbały o swój inwentarz, przemysł filmowy z pewnością potrzebował niezawodnego kustosza swojego dziedzictwa. W 1937 roku, w pożarze, nad którym wciąż ubolewają filmoznawcy, magazyn Twentieth Century-Fox w Little Ferry w New Jersey stanął w płomieniach, niszcząc niezastąpione negatywy niemych klasyków Foxa. Nie ma się co martwić, powiedział rzecznik Foxa, na rozpałkę składały się „tylko stare filmy”.

Muzea i domy repertuarowe traktowały swoje obowiązki kustosza bardziej poważnie. Od czasów powojennych miłośnik kina, zwłaszcza w dużych miastach lub w okolicach kampusu uniwersyteckiego, mógł zdobyć solidne wykształcenie w zakresie klasycznego kina hollywoodzkiego, uważnie śledząc miesięczne kalendarze lokalnych domów kultury. Bostoński Brattle Theater był jednym z pionierów. W 1962 roku rozpoczął pierwszą serię retrospektywnych programów filmów Humphrey’a Bogarta, która stała się wzorem dla innych programów w całym kraju, a filmy W.C. Fieldsa, Mae West i Braci Marx cieszyły się niezmienną popularnością. W 1977 roku, krytyk i programista Arthur Knight prześwietlił trasę odrodzonych domów i oświadczył w The Hollywood Reporter, że „zainteresowanie starymi filmami osiągnęło bezprecedensowy poziom”, a wielu widzów woli „stare filmy od nowych”

Choć kinomani wciąż byli zależni od posunięć programistów, istniały emocjonalne rekompensaty – oczekiwanie na pojawienie się upragnionego filmu, polowanie na rarytasy, wreszcie lądowanie na randce z wymarzonym tytułem. Najbardziej elektryzujące wrażenie w tej minionej epoce wywoływało wejście na pokaz filmu nie będącego w legalnej dystrybucji i wystawionego na sprzedaż przez prywatnego kolekcjonera. Po raz pierwszy zobaczyłem „Pieśń Południa” Walta Disneya (1946), „Człowieka, który wiedział za dużo” Alfreda Hitchcocka (1956), a także, jak się zastanowić, film Zaprudera – na podziemnym seansie, którego czas i miejsce były przekazywane w tajemnicy.

Pojawienie się VHS w latach 80. i DVD w latach 90. wywróciło hierarchię. Dla wytwórni kasety i dyski były dodatkowym źródłem dochodów, ale dla fanów filmów oznaczały prawa własności. Podczas gdy niewielu prywatnych kolekcjonerów miało miejsce, pieniądze i wiedzę, by zbierać i chronić 35-milimetrowe odbitki, każdy posiadający regał miał miejsce na prywatny schowek ulubionych tytułów. Być może znasz lub jesteś jedną z tych osób, które z miłością katalogowały swoje płyty i odkładały je na półki alfabetycznie. Abigail De Kosnik, dyrektor Berkeley Center for New Media, ma na tę praktykę trafne określenie: „rogue archiving” W 2000 roku około 250 000 tytułów VHS lub DVD było dostępnych dla poszukiwaczy wideo, według danych Billboard.

Oczywiście, rewolucja wywołana przez streaming w wysokiej rozdzielczości była decydującym czynnikiem, który sprawił, że archiwa filmowe znalazły się na wyciągnięcie ręki. W 2007 roku Netflix, od dawna stały klient U.S. Postal Service, zainaugurował swoją platformę streamingową, za czym wkrótce poszły wszystkie bloki na stronie głównej Roku. Nie tylko nie trzeba było chodzić do Brattle czy Blockbustera, nie trzeba było w ogóle wychodzić z domu. Filmy zawsze byłyby tam do pobrania.

Dopóki nie są – co może być powodem, dla którego tak wielu oddanych streamerów doświadczyło bushwhackingu ze strony Warner Bros. Discovery jako zimnej wody pobudki. Pokolenia streamingowe mogą nigdy nie dać „fizycznym mediom” pełnego uścisku, ale kilku fanów musi myśleć o zakupie kopii zapasowych swoich cennych tytułów jako zabezpieczenie przed kaprysami cyfrowych władców.

Co do Batgirl i, tak, Scoob! Holiday Haunt, nie zdziwiłbym się, gdyby w końcu nie wyłoniły się ze strefy fantomów w jakiejś formie. Filmy – czy to analogowe, czy cyfrowe – trudno jest stłumić, gdy istnieje zachowany druk i czekająca publiczność. Podejrzewam, że w końcu będzie można go obejrzeć w darknecie, na bootlegu lub, co najlepsze, na tajnym pokazie znanym tylko fajnym dzieciakom.