Amazon 'The Boys’ sezon 3: recenzja TV

„Z wielką mocą przychodzi absolutna pewność, że zmienisz się w niezłą pizdę” To zdanie, wypowiedziane ze znużonym westchnieniem przez odtwórcę roli Rzeźnika Karla Urbana w nowym sezonie, od początku było mniej więcej tezą Chłopców. W świecie tego serialu Amazonu specjalne zdolności nie uczyniły superbohaterów bardziej szlachetnymi – po prostu lepiej radzą sobie z nikczemnym lub sadystycznym zachowaniem, mając pewność, że mogą wybrnąć z każdego bałaganu, a sprzątaniem zajmą się ich szefowie z Vought International.

To nie zmieniło się znacząco w trzecim sezonie. The Boys to nadal serial, który z uśmiechem serwuje eksplodujące ciała i znajduje czas na wycieczkę na orgię napędzaną supermocami. Ale w całej tej masakrze znajduje też coś, co zbliża się do serca – i w ten sposób wprowadza bardziej przemyślane aspekty swojej historii do nowego, porywającego rozdziału.

Chłopcy

The Bottom LineTak radośnie brutalny jak zawsze, z (nieco) większym sercem.

Data premiery: Piątek, 3 czerwca (Prime Video)
Obsada: Karl Urban, Jack Quaid, Antony Starr, Erin Moriarty, Dominique McElligott, Jessie T. Usher, Laz Alonso, Chace Crawford, Tomer Capone, Karen Fukuhara, Nathan Mitchell, Colby Minifie, Claudia Doumit, Jensen Ackles
Opracowane przez: Eric Kripke

Sezon trzeci rozpoczyna się mniej więcej rok po wydarzeniach z sezonu drugiego, i początkowo sprawy wyglądają wręcz bajecznie dla naszych głównych bohaterów. Dzięki nowemu nadzorowi ze strony kongresmenki Victorii Neuman (Claudia Doumit) liczba pobocznych szkód spowodowanych przez Supe spadła o 60%, a firma Vought odzyskała reputację po całej aferze z „Stormfront (Aya Cash) jest nazistką” z poprzedniego sezonu. Hughie (Jack Quaid) i Starlight (Erin Moriarty) rozwijają swoje kariery i żyją w uroczej, domowej rozkoszy. Nawet Butcher ograniczył picie i zabijanie Supe-killerów, starając się być lepszym wzorem do naśladowania dla Ryana (Cameron Crovetti), obdarzonego supermocami syna swojej zmarłej żony.

Niestety dla tych bohaterów, ale na szczęście dla nas, w finale 2. sezonu podłożono tykającą bombę zegarową w postaci sekretnej supermocy Victorii – eksplozji głowy. Kiedy wybucha ona na początku sezonu, Butcher, Hughie i reszta Chłopców zostają niechętnie (a może nie tak niechętnie) wepchnięci z powrotem w bagno, tym razem uzbrojeni w dwie nowe potencjalne bronie w walce z Supesem w ogóle i Homelanderem (Anthony Starr) w szczególności.

Jedną z nich jest V24, narkotyk, który daje jego użytkownikom tymczasowe supermoce, a serialowi tymczasowy pretekst, by dać Karlowi Urbanowi laserowe oczy. Drugim jest Soldier Boy (dobrze obsadzony, ale nieco niewykorzystany Jensen Ackles), wczesny Supe w stylu Kapitana Ameryki, którego tajemnicze zniknięcie w latach 80. może być kluczem do powstrzymania Homelandera i jemu podobnych na dobre.

Chłopaki są tak samo radośnie paskudni jak zawsze, choć po trzech sezonach ich ostrość straciła część swojej natychmiastowej wartości szokującej. Jasne, nadal zabawnie jest zobaczyć, jak The Boys wykorzystuje zabawki seksualne rodem z Siedem jako śmiercionośną broń. Ale byłoby bardziej zaskakujące, gdyby Soldier Boy nie okazał się naćpanym idiotą, który z podziwem wypowiada się o „mocnych drinkach” Billa Cosby’ego, skoro tak wielu Supów w tym serialu wydaje się być wyciętych z tego samego materiału. (Bardziej nieoczekiwane i bardziej obiecujące w swojej zabawności: W tym sezonie pojawiają się sceny inspirowane animacją retro i klasycznymi musicalami.)

Jednak najostrzejsze są te, które trafiają najbliżej domu, jak spisek w stylu Q, który powstaje wokół osoby publicznej, czy upór Homelandera, że wychodzenie na zewnątrz jest bezpieczne w obliczu zbliżającego się śmiertelnego zagrożenia. W tak gęstym materiale kilka wątków z pewnością okaże się lepszych od innych. Subplot, w którym A-Train (Jessie T. Usher) staje przeciwko koledze z Supe (Nick Weschler), który nieproporcjonalnie często atakuje czarne dzielnice, prawdopodobnie mógłby uderzyć mocniej, gdyby miał trochę więcej miejsca na oddech – chociaż podejście Vought’a do tej kwestii, opracowane przez szefów, których ideą „robienia roboty” jest ogłaszanie „Black Lives Matter to mój ulubiony hashtag”, przynosi świetną parodię niesławnej reklamy Pepsi Kendall Jenner.

Nic z tego nie jest subtelne, co również wydaje się odzwierciedleniem czasów, w których żyjemy: Skoro wszyscy inni mówią teraz głośno ciche kwestie, to The Boys też mogą. Na korzyść serialu przemawia fakt, że jego trzeci sezon szczerze stara się rozwijać rozmowy o władzy, które wprowadził sezon pierwszy, zamiast po prostu je powtarzać. Jeśli pierwsze dwa sezony zręcznie obaliły nasze narodowe złudzenie, że dobro i władza – czy to taka, jaką sprawuje Supes, rządy czy wszechobecne globalne konglomeraty – idą ze sobą w parze, sezon trzeci przygląda się temu, co pozostanie, gdy opadnie kurz.

Pytania te mają szczególny oddźwięk dla Starlight i Kimiko (Karen Fukuhara), postaci, które czasem były spychane na margines na rzecz magnetycznych macho dupków, takich jak Butcher, Homelander i Stormfront. Na pierwszy plan wysuwają się dzięki fabule, która zmusza obie kobiety do przeanalizowania ich relacji z własnymi mocami oraz relacji, jakie ludzie wokół nich mają do ich mocy. Ale idee, z którymi się zmagają, w jakiś sposób odbijają się na większości obsady. Co się dzieje ze światem, w którym przejawy przytłaczającej siły stają się jedynym rodzajem siły, która jest ceniona? Czy taką siłą można się posługiwać dla dobra? Czy istnieją inne modele ratowania i ochrony ludzi, na których nam zależy, a nawet tych, na których nam nie zależy?

The Boys, będąc The Boys, wszystkie te względnie zniuansowane pomysły wciąż kulminują w pojedynczej, ogromnej, krwawej bitwie między Supami, która jest bardziej przesadą niż obaleniem nieważkiej przemocy CG serwowanej przez każdy marvelowski trzeci akt. I tak, to dziwnie ironiczne, że ten atak na potężne instytucje wychodzi z serialu finansowanego przez jedną z najpotężniejszych korporacji. Ale pytanie o nie jest zgodne z dążeniem serii do przeanalizowania ogólnoamerykańskiego projektu bezrefleksyjnego kultu bohaterów. Serial nie stracił ani goryczy, ani uszczypliwości, a mrożące krew w żyłach ostatnie ujęcia finału powinny rozwiać wszelkie obawy w tym względzie. Ale jak przypomina nam sezon trzeci, ciosy są mocniejsze, gdy jest coś, o co warto walczyć.